Fit tarta na słonecznikowym spodzie bez pieczenia!

11:44

Kocham suszone daktyle. Jest to jeden z moich produktów awaryjnych, gdy nie mam pod ręką żadnego domowego ciasta, a nachodzi mnie nieodparta ochota na coś słodkiego. Dzięki bezglutenowej diecie zdarza mi się to znacznie rzadziej niż w przeszłości, ale chwile słabości czasem się pojawiają. Sklepowe półki obfitują we wszystko czego nie mogę - bo znajdź tu słodki produkt, nie zawierający pszenicy, kakao i orzechów. Jest ciężko, naprawdę. W takich sytuacjach wolę zjeść 2-3 bardzo słodkie suszone daktyle niż kupić małą paczkę bezglutenowych ciasteczek bez czekolady za 8-9 zł (nie będę się rozwodziła teraz na temat składu takich ciasteczek, bo lista jest często dwa razy dłuższa niż ta w normalnych słodyczach, co na pewno nie jestem dobrym "objawem".)

Nie sądziłam jednak, że daktyle mogą mieć tak ciekawe zastosowanie w kuchni! Szperając po blogach, głównie tych bezglutenowych i wegańskich, kilkakrotnie znalazłam przepis na niepieczony spód do tarty, którego podstawowym składnikiem były właśnie daktyle. Ich rolą miało być mocne zlepienie zmielonych migdałów. Pomysłowość tych przepisów tak mi się spodobała, że postawiłam sobie za punkt honoru zrobienie takiego ciasta, ale... przecież w przepisie były też migdały, które na czas oczyszczania mojej skóry też postanowiłam wykluczyć z diety. Zaczęłam więc poszukiwania dalej, mając nadzieję, że któraś z polskich lub zagranicznych blogerek wykorzystała inny składnik niż migdały. I tak, znalazłam: nerkowce, orzechy włoskie, itp. Orzechy, orzechy, orzechy. Pomyślałam: no to klops. Ciasta nie będzie.


I wtedy mnie naszło - cechą wspólną orzechów, są tłuszcze, które przy dłuższym mieleniu wydzielają się na zewnątrz. Tak przecież można zrobić domowe masła orzechowe, które naturalnie się kleją! Niecały rok temu zrobiłam w domu swoje pierwsze masło słonecznikowe, ponieważ słonecznik też ma w sobie bardzo dużo tłuszczy. 

Potwierdzenia
swojej tezy na słonecznikowy spód z daktylami nie znalazłam w internecie (może źle szukałam, jeśli tak, to proszę o podesłanie linka! Chętnie zobaczę!), ale to chyba nie problem. Uczę się już sama eksperymentować i daje mi to ogromną radość :)

Jako krem wykorzystałam na razie po prostu budyń, ale mam już pomysł na coś ciekawszego i na pewno pojawi się kolejna odsłona tego ciasta!

Ciasto jest: bez glutenu, bez alergenów w postaci orzechów, bez kakao i bez mleka krowiego. Czyli gratka dla bezglutenowców, alergików i wegan. W dodatku, jest bez cukru i zawiera tylko naturalne tłuszcze, więc z całą pewnością jest dozwolone dla sportowców i osób trzymających dietę! Jeżeli z ust chłopaka, jedzącego wszystko, usłyszałam: bardzo dobre to twoje ciasto, to ochoczo wrzucam przepis do sieci!

Czego potrzebujesz?

Spód
- 1 i 3/4 szklanki ziaren słonecznika
- 10 daktyli
- 3 łyżeczki wiórek kokosowych
- szczypta soli

Krem
- 1 paczka budyniu śmietanowego/waniliowego bez cukru (bezglutenowego)
- 400 ml mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
- 3 łyżeczki karobu
- 1 nektarynka
- 1 i 1/2 - 2 łyżeczki stevii


Spód:
Daktyle zalewamy gorącą wodą na ok. 30 minut.
W tym czasie ziarna słonecznika wrzucamy do pojemnika blendera i blendujemy ok. minutę na wysokich obrotach. Słonecznik nie musi być zmielony na mąkę, raczej na malutkie ziarenka. 
Dwie łyżki tak zmielonego słonecznika odsypujemy do szklanki (potem wykorzystamy do posypki.)



Po odpowiednim czasie odsączamy daktyle i dorzucamy do słonecznika wraz z trzema łyżeczkami wiórek kokosowych i szczyptą soli. Całość blendujemy na najwyższych obrotach. Co jakiś czas zdejmujemy pokrywkę blendera i odklejamy ziarna od ścianek pojemnika. Jeżeli konsystencja wydaje się zbyt sucha, dolewamy łyżkę wody. 
Konsystencja musi być gęsta. Słonecznik zacznie w pewnym momencie wydzielać tłuszcz, który będzie wiązał się z daktylami, tworząc jednolitą, tłustą, ciemną masę (patrz wyżej.)


Tak utworzoną masę przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. Rozprowadzamy ciasto (ugniatając) na dnie, tworząc ok. 1-2 centymetrowe brzegi. Ciasto wkładamy do lodówki na 30-40 minut. 

Budyń:
400 ml mleka wlewamy do garnuszka - odlewamy pół szklanki. W garnku gotujemy mleko, w tym czasie mieszając mleko w szklance z budyniem. Dodajemy do mieszanki dwie łyżeczki stevii i 3 łyżeczki karobu, dokładnie mieszając.
Gdy mleko będzie się już gotować, dolewamy powstałą mieszankę. Mieszamy do zagotowania i zdejmujemy z ognia - budyń powinien wyjść bardziej gęsty niż zwykle (użyliśmy mniej mleka.)

Chwilę studzimy i przekładamy na wcześniej przygotowany spód, równomiernie rozprowadzając. 
Na wierzch układamy pokrojoną w paseczki nektarynkę i posypujemy wcześniej zmiksowanym słonecznikiem.
Wstawiamy do chłodnego miejsca na około godzinę.

Kroimy bardzo delikatnie, pamiętając, że to jednak nie jest pieczone ciasto.

Smakuje... sami spróbujcie! :)


p.s. Blogger zjadł mi część tekstu i dopiero to uzupełniłam - przepraszam za problem :)


You Might Also Like

4 komentarze

  1. Bardzo oryginalny pomysł. Smak na pewno niebiański! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! :) Planuję zmodyfikować trochę przepis i zrobić z tego spodu batony ;)

      Usuń
  2. Musi być pyszne, ląduje na listę do wykonania ;)

    co miał autor na myśli ? "Na wierzch układamy pokrojoną w padaczki świątynię " ? :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ????? No nie wierzę! Blogger chyba zwariował! Kilka razy zawsze redaguję tekst przed dodaniem, a tu taki kwiatek! Dziękuję za uwagę! ;)

      I oczywiście zapraszam do spróbowania tej pokrojoną w padaczki świątynię :P

      Usuń

Archiwum bloga

Partnerzy

Jestem Fitbeactive.pl Durszlak.pl myTaste.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów JemyZdrowo.pl