Ciasteczka ryżowe.

11:24

Przechodząc na dietę bez pszenicy i biorąc pod uwagę fakt, że mam AZS, czyli powinnam wykluczyć z diety: czekoladę, kakao, cytrusy, orzechy i czego się ostatnio dowiedziałam - czerwone wino (o zgrozo!), w krótkim czasie doświadczyłam nagłego wykluczenia słodyczy z mojej codziennej diety. Bo jakby nie patrzeć, batoniki, ciasteczka, rogaliki, czekoladki, krówki... wszystko ma w swoim składzie coś, czego nie powinnam jeść. Nie żeby to było czymś złym, jest to jak najbardziej wskazane, ale dla osoby, która musiała zjeść codziennie chociaż kawałek czekolady, było to wyrzeczenie z początku olbrzymie. Ale już po tygodniu zauważyłam, że tak naprawdę moje pudełko szczęścia skrywające bezmiar różnego rodzaju słodkości stoi zamknięte i nawet przestało do mnie wołać, a po sklepowych półkach, skrywających ucztę dla podniebienia, zaczęłam przemykać obojętnym wzrokiem. Magia odstawienia pszenicy, która jest podobno uzależniająca? Czy może kwestia wyboru - wysypka i związany z nią dyskomfort a chwila przyjemności? Nauczyłam się mówić "nie" i teraz, po kilku miesiącach mogę powiedzieć, że z powodzeniem przeszłam słodyczowy detoks i pozwalam sobie na drobne przyjemności od święta.

Z tego względu, postanowiłam stworzyć swoje własne słodycze, w znacznie zdrowszej formie i przede wszystkim niealergizującej :) I tak powstała moja ulubiona (jak na razie) słodka przekąska - ryżowe ciasteczka. 



Ich historia zaczęła się wraz z pierwszą próbą pieczenia pizzy bezglutenowej, kiedy to zakodowałam sobie w głowie, że przepis na ciasto opiera się na mące ryżowej. Jak się potem okazało, pomyliłam ryżową z gryczaną, ale pizza i tak wg mnie była bardzo udana! Nie mniej jednak ciasto nadawało się dużo bardziej własnie do pieczenia ciasteczek. Ding! Poszperałam, poszukałam, przerobiłam i voila!

Przepis jest niesamowicie prosty! Chyba najwięcej wysiłku trzeba włożyć w zmielenie ryżu brązowego lub znalezienie mąki ryżowej w sklepie (Piotr i Paweł - dział ze zdrową żywnością.)



Od razu zaznaczam! Jestem na diecie bezglutenowej, ale nie mam celakii, więc czasem moje przepisy będą zawierały płatki owsiane - to moje jedyne odstępstwo od reguły. Wiem, owies ma gluten. Ale dietę w dużej mierze opieram na diecie bez pszenicy dr. Davisa "Dieta bez pszenicy" (polecam! Autor robi pozytywny mętlik w głowie), gdzie płatki owsiane nie są wskazane, ale też nie są zabronione tak jak żyto, jęczmień czy orkisz. Po płatkach owsianych nie mam problemów trawiennych i bólów brzucha, więc nie wyeliminowałam ich całkowicie. Ale to już jest kwestia indywidualna. Robiąc te ciastka bazowałam na przepisie bez płatków owsianych, więc zgaduję, że śmiało można je z mojego przepisu wykluczyć :)

Czego potrzebujesz?


- 2 szklanki mąki ryżowej

- 1/2 szklanki ksylitolu - równie dobrze może być zwykły cukier. (Polecam spróbować ciasto przed wykładaniem na blaszkę i w razie czego dosłodzić. Ja lubię jednak trochę mniej słodką wersję, więc dodałam mniej ksylitolu niż w przepisie)
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego)
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- szczypta soli (dosłownie szczypta!)
- 1 szklanka płatków owsianych górskich
- 1,5 szklanki wody
- zmielone siemię lniane, tak około łyżki z trzema łyżkami wody (ale obędzie się i bez tego)
- dodatki: żurawina, jagody goi, słonecznik - to są moje ulubione, dodaje je wszystkie na raz, ale myślę, że orzechy (u mnie niestety odpadają), siemię lniane, rodzynki itp. sprawdzą się równie dobrze. Hulaj duszo!
Wszystkich swoich dodatków dałam pełną garść. Ale też trzeba uważać z ilością, żeby dodatki nie przeszkadzały w lepieniu się ciasta.



Mieszamy dokładnie wszystkie składniki. Konsystencja powinna być dość gęsta, ale nie taka jakbyśmy chcieli lepić ciasto i też nie taka rzadka jak na naleśniki. Ciasto powinno być w miarę zwarte. Już po fakcie pomyślałam, że przecież płatki owsiane można wcześniej namoczyć i ciasto będzie się lepiej trzymało, więc polecam to zrobić. We wszystkich moich kuchennych próbach zawsze w ten sposób z nimi postępuję i bardzo dobrze się sprawdzają do lepienia ciastek, kulek, pulpetów. Ale bez ich namoczenia ciasteczka też będą trzymały - moje się trzymają! Z początku może Wam się wydawać, że ciasteczka będą się mocno rozpadać i nic z tego nie wyjdzie, ale spokojnie, po wyjęciu z piekarnika się trzymają. Z góry zaznaczam, że to są ciasteczka kruche, więc nie radzę ich pakować w woreczek i wrzucać do torebki, bo zostanie z nich słodki proszek z bakaliami :)




Nastawiamy piec na 200 stopni.

Wykładamy blaszkę papierem do pieczenia, nalewamy trochę oliwy i na przykład ręcznikiem papierowym rozprowadzamy olej po papierze.

Łyżką nakładamy ciasto na blaszkę, formując małe niby to "placki". Nie przesadzajcie z ich wielkością - duże łatwiej się łamią.



Wkładamy do piekarnika i czekamy około 20-25 min. Wiele zależy od pieca - mój jest gazowy, więc temperatura i czas często działa u mnie na zasadzie "zgaduj zgadula".

Efekt?



Smacznego! 


Fot. Natalia Zatoń

You Might Also Like

1 komentarze

Archiwum bloga

Partnerzy

Jestem Fitbeactive.pl Durszlak.pl myTaste.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów JemyZdrowo.pl