Bezglutenowa tarta jajeczno-szpinakowa.

12:05


Okres poświąteczny dał mi się ostro we znaki jeśli chodzi o natłok zajęć. I tu, na bardzo często słyszane przeze mnie pytanie: "kiedy ty na to wszystko znajdujesz czas?" nie odpowiadam tym razem: nie wiem, jakoś znajduję, ale: NIE znajduję. Gotuję na szybko, znane mi dobrze dania, nie wymagające dużej ilości zachodu i przede wszystkim czasu, często wrzucam po prostu kurczaka na patelnię z warzywami, na śniadanie owsianka na przemian z jajecznicą, a wieczorem standardowo twaróg. Nic specjalnego. A jak czasu na coś bardziej oryginalnego nie ma, to co tu dopiero myśleć o robieniu zdjęć i pisaniu?

Ale czas wyjść z tego blogowego impasu, mimo że zajęć wcale nie ubywa, a wręcz jest ich coraz więcej. Niemniej jednak postanowiłam poświęcić trochę więcej czasu na obiad (w efekcie zjadłam bardzo późną kolację) i zrobić sobie smakową przyjemność. I wielkie dzięki Ci Zatoniu za wszelkie techniczne wsparcie!


Tarta jest czymś co zawsze uwielbiałam, szczególnie taką z dużą ilością zapieczonego sera. Ale, że ma być nie tylko smacznie i bezglutenowo, ale też zdrowo, to przedstawiam swoją pierwszą w życiu tartę, w wersji nawet dość lekkiej. I jak na pierwszą tartę, jestem z niej bardzo dumna! Kolacja była przepyszna, bardzo sycąca i w końcu inna niż zwykle :)

Czego potrzebujesz?

Ciasto:

- 100 g mąki z brązowego ryżu
- 100-120 g mąki ziemniaczanej
- [30 g mąki kukurydzianej - tutaj podaję, bo taką wersję zrobiłam, ale razem z Natalią doszłyśmy do wniosku, że bez niej ciasto może wyjść jeszcze lepsze, bo jednak mąki bezglutenowe mają to do siebie, że są bardziej suche.]
- 2 jajka
- 1 łyżeczka soli
- 70 g margaryny (zimnej)

Farsz:
- 4 jajka
- ok. 120 g świeżego szpinaku
- 90 g śmietany 12 %
- 2 ząbki czosnku
- 1 cebula (średniej wielkości)
- olej do podsmażenia cebulki (ja użyłam kokosowego)
- pieprz
- 1 łyżeczka soli


W pierwszej kolejności zajmujemy się ciastem. Mielimy brązowy ryż na mąkę. Mieszamy wszystkie podane składniki, dokładnie ugniatamy ciasto, które powinno przybrać konsystencje jak na kruche ciasto. W między czasie trochę podsypywałam masę mąką, stąd niedokładne proporcje przy mące ziemniaczanej. Efektem końcowym powinno być coś na kształt kulki, a ciasto nie powinno się zbyt mocno lepić do rąk.
Tak wyrobione ciasto odstawiamy do lodówki na ok. 30 min.



Czas na farsz.
Świeży szpinak wrzucamy do garnka z małą (!) ilości wody i gotujemy. Doprawiamy solą i dorzucamy drobno posiekany czosnek. Jeżeli po gotowaniu została nam jeszcze woda, odlewamy ją i pozostały szpinak blendujemy. Masa nie powinna być rzadka - musi to być coś w formie musu.

 


Na patelni podsmażamy drobno pokrojoną cebulkę i dodajemy ją do już zblendowanego szpinaku.



W osobnej misce mieszamy jajka ze śmietaną, pieprzem i szczyptą soli. Lepiej doprawić mocniej szpinak, bo można go spróbować, niż przesolić jajka w ciemno, więc tej masy jajecznej nie doprawiałam zbyt mocno.


Wyciągamy ciasto z lodówki. Do tarty użyłam foremki silikonowej, która ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że się zbytnio nie nagrzewa. Minusem jest to, że się wygina, co utrudnia sprawę przy wstawianiu jej do piekarnika z nalanym już farszem. Ale po kolei.

Foremkę smarujemy oliwką z oliwek i wykładamy ciastem. Nakłuwamy tartę widelcem, żeby nam się nie wybrzuszała.Ważna rzecz - brzegi opadają, więc wyłóżcie foremkę do samych krańców. Wstawiamy do piekarnika i podpiekamy przez ok. 10 min. (u mnie temp. ok 200 st.)



Następnie wyciągamy ciasto z piekarnika i wykładamy na nie szpinak, który zalewamy masą jajeczną. Bardzo delikatnie mieszamy szpinak z jajkiem, żeby równomiernie wszystko się rozprowadziło - uwaga na brzegi, żeby farsz nie wydostał się poza ciasto!

Rada dla osób mających foremkę silikonową (u mnie objawienie nastąpiło po fakcie oczywiście) - wyciągając foremkę z piekarnika, żeby nałożyć farsz, wyciągnijcie ją na blaszce, na której stała w piekarniku, bo jak już pisałam - foremka lubi się wyginać i robi to aż do takiego stopnia, że masa jajeczna ze szpinakiem jest bliska znalezienia się na ziemi. Suma summarum - w celu uniknięcia przenoszenia samej foremki, przenoście ją razem z blaszką.



Całość pieczemy jeszcze około 30-40 minut w temp. 220-240 stopni. Ale kontrolujcie sytuacje - każdy piec zachowuje się inaczej, szczególnie ten gazowy, więc jak jajka się zetną i będą zwarte (ja sprawdzałam przy pomocy patyczka drewnianego), to znaczy, ze tarta jest gotowa.


Smacznego!

fot. Natalia Zatoń

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum bloga

Partnerzy

Jestem Fitbeactive.pl Durszlak.pl myTaste.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów JemyZdrowo.pl