Październik w słowach: Jestem sobą.

20:37


W październiku dołączam do projektu Różowej Klary, a ten post jest odpowiedzią na pierwsze „zadanie”, pt. „Jestem sobą" i zawartym w nim bonusem, pt. "Drobna zmiana" :)


1. Jestem sobą!

Nie jeden raz zastanawiałam się jak odbierają mnie inni. Mówi się, że w życiu człowiek przybiera różnorakie maski, w zależności od sytuacji w jakiej się znajdzie. Inaczej zachowujemy się wśród znajomych, inaczej w sklepie, a jeszcze jedną stronę swojej osoby pokazujemy w sytuacjach oficjalnych. Trudno powiedzieć, kiedy tak naprawdę jesteśmy sobą - czy w momencie, gdy śmiejemy się z przyjaciółką, czy może gdy jesteśmy na spacerze z ukochaną osobą? A może gdy wyciskamy z siebie siódme poty na treningu?

Prawda jest taka, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy człowiek jest bowiem głęboko ukształtowaną jednostką, z zestawem różnych zachowań i cech. 

Ja postrzegam to w ten sposób, że między słowami jestem sobą a jestem szczęśliwa mogę postawić swoisty znak równości. Rzadko kiedy wymuszone sytuacje czy oficjalne spotkania w których muszę baczyć na każde słowo i odruch powodują uśmiech na mojej twarzy, swobodę zachowań czy spokój. 
Dlatego jestem sobą, gdy jestem szczęśliwa.

To kiedy jestem sobą?


Gdy słyszę muzykę, zamykam oczy i tańczę! 
Nie raz słyszałam, że tańcząc przebija przeze mnie radość, pewność siebie i pełnia kobiecości. I ja też to czuję, bo mało co tak mnie ukształtowało jak taniec.
Najlepiej obrazuje to sytuacja sprzed tygodnia, gdy będąc na sesji zdjęciowej pod koniec nie miałam już pomysłu na kolejne pozycje i ustawienia - wtedy puściłam muzykę i zaczęłam tańczyć. I wyszły z tego chyba jedne z najlepszych ujęć!

Gdy trenuję, bo nigdy nie zdarzyło mi się skończyć treningu bez niesamowitej, przepełniającej mnie satysfakcji, że dałam z siebie wszystko! Endorfiny naprawdę istnieją i nigdy mnie nie zawiodły! Mogę być wymęczona, zła, niezadowolona, przeuczona, zdemotywowana, ale trening jest lekarstwem na całe zło!

Gdy czuję wokół siebie ramiona chłopaka... Może i mówienie o uczuciach jest banalne, ale nic nie daje mi takiego wewnętrznego, pełnego radości spokoju jak On. 
Ogólnie, chwile z  przyjaciółmi i rodziną to te momenty, w których nie muszę udawać idealnej, dążącej do perfekcjonizmu dziewczyny, ponieważ te osoby zaakceptują mnie ze wszystkimi przywarami - w za dużym T-shircie i dziurawych leginsach, z niedokładnie zmytym makijażem, zaspaną, ale szczęśliwą!



Gdy osiągnę sukces. Raczej nie motywują mnie sukcesy innych, które nie dotyczą mnie bezpośrednio - każdy pracuje na swoje konto. Oczywiście, że czuję ogromny szacunek do osób, które diametralnie zmieniły swoje życie i uczyniły je lepszym, ale mnie motywuje własny sukces, własne osiągnięcia i postępy - te, które widzę codziennie w lustrze i z których się rozliczam przed innymi i przede wszystkim samą sobą. 


I jeszcze w jednej chwili, bardzo prozaicznej - gdy jem :)
Nie będę ukrywała - uwielbiam jeść! A jeszcze bardziej uwielbiam jeść ze świadomością, że mogę i w żaden sposób mi to jedzenie nie zaszkodzi! Przez lata żyłam w przekonaniu, że mimo zdrowego odżywiania jem za dużo. Błąd - jadłam za mało. Po walce z własnymi przekonaniami i odpowiednia lekturą, stopniowo zaczęłam zwiększać ilość dostarczanych kalorii, doszłam do momentu, w którym mój organizm zaczął przyspieszać metabolizm. 
Na dzień dzisiejszy jem naprawdę dużo, chociaż wciąż nie tyle, na ile wskazuje moje zapotrzebowanie kaloryczne. Często słyszę słowa: ile Ty jesz?! Niestety, przekonanie o tym, że małe ilości jedzenia pomogą utrzymać odpowiednią wagę wciąż są zakorzenione głęboko w naszym społeczeństwie. Ale to temat na inny post...

Podsumowując, dziś śmiało mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa, bo jestem sobą! Bo postępuję w sposób, który daje mi radość i otaczam się ludźmi, przy których jestem szczęśliwa. Nic ponad to! I tego będę się trzymać :)

2. Drobna zmiana:

Nakładanie odżywek na włosy, regularne branie suplementów witamin i inne tego typu rzeczy zawsze robiłam jak akurat mi się przypomniało. Nigdy nie też podjęłam się żadnego ustalonego planu treningowego (prócz Insanity, które musiałam przerwać po dwóch tygodniach z powodu kontuzji.) Moja systematyczność w uczeniu się, a także obecność na spotkaniach towarzyskich też czasem pozostawia sporo do życzenia. Myślę, że przyczyną tego jest mój „chce-robić-wszystko” charakter i sposób życia, który nie należy do zbyt regularnych. Nie chodzi o organizację czasu, bo uważam, że jest to cecha, z której naprawdę mogę być dumna, ale o fakt, że chcę podejmować się zbyt wielu rzeczy na raz, przez co mam bardzo nieregularny plan tygodnia i miesiąca. Zdarzają mi się nawet sporadycznie powroty z pracy w środku nocy, które totalnie rozregulowują mój organizm (w takich chwilach nie myślę bowiem o odpowiedniej pielęgnacji ciała, a jedynie o ciepłym łóżku), a w weekendy realizację kolejnych pomysłów często przedkładam nad zaplanowany (i zasłużony!) odpoczynek. Zwrócił mi na to uwagę chłopak, komentując moje kolejne napomknięcie o propozycji dorywczej pracy słowami, których ogólnym przesłaniem było: i kiedy Ty masz zamiar to wszystko robić, nie za dużo na siebie bierzesz?
Nie odnosił się tylko do tej jednej propozycji zlecenia, ale do tego, że w pewnych sytuacjach nie umiem powiedzieć „nie.”
Bo chciałabym wszystko: być instruktorem tańca, zrobić kurs instruktora fitness i prowadzić zajęcia, robić tłumaczenia, kelnerować, prowadzić bloga, świetnie zaliczyć kolejny rok akademicki, biegać w maratonach, itd.

A gdzie w tym wszystkim czas na znajomych, rodzinę, chłopaka? Gdzie czas na mnie i moje zdrowie?

Chyba potrzebuję chwili zatrzymania się i pomyślenia – czy to jest rzecz, którą naprawdę chcę i muszę zrobić? Czy nie lepiej odpuścić weekend dorywczej pracy i zająć się sobą, swoim ciałem i najbliższymi? Ta pogoń za byciem wszędzie i robieniem wszystkiego, pokazanie się od jak najlepszej strony i chęć bycia kimś wyjątkowym chyba zupełnie mnie pochłonęła. Zaczynam uświadamiać sobie, że takie podejście skończy się najprawdopodobniej tym, że nie osiągnę nic. Że zmęczenie organizmu przełoży się na wyniki, nastrój, zdrowie, odżywanie, wszystko!

Za długo pracowałam nad wieloma aspektami swojej osoby, żeby zaprzepaścić tę pracę zbyt wybujałymi ambicjami.

Dlatego mówię sobie wyraźne: zatrzymaj się!
Mówię też je Wam, bo na pewno nie tylko ja mam taki tryb życia ;)

Zaczęłam się zastanawiać, czego chcę naprawdę i co jest mi potrzebne. Co jest dodatkiem, bez którego też będę wspaniałą osobą i który wcale nie jest tak niezbędny. To, co napisałam powyżej, o chwilach kiedy jestem sobą i jestem szczęśliwa w pewnym sensie rozwiało moje rozterki. Oczywiście, że codzienność nie składa się z samych przyjemności, ale są też te dodatkowe rzeczy, z których można spokojnie wybrać te najważniejsze.

Codziennie czuję, że robię za dużo. Że zdarza mi się zaniedbywać przyjaźń i uczucie, aby pójść na dodatkowe kilka godzin do pracy czy stracić kilka godzin przed komputerem. Po co? No właśnie nie wiem. Dlatego październik będzie miesiącem, w którym chcę wybrać te najważniejsze dla mnie rzeczy i im poświęcić się w całości :)


You Might Also Like

14 komentarze

  1. Z przyjemnością czytałam post, który zdecydowanie jest pełen optymizmu. Masz rację każdy ma swój sposób na bycie sobą i warto się zatrzymać. Często gonimy za wieloma rzeczami, kosztem innych ważniejszych. Zaraz dodam link do mojego posta

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak miło było to przeczytać :) Szczególnie fragment z jedzeniem, bo ja jestem łakomczuchem na maksa :) I też czasem myślę sobie, że czas się zatrzymać. Biore na siebie za dużo, trudno mi z czegoś zrezygnować. Zawsze wtedy puszczam sobie tę piosenkę: https://www.youtube.com/watch?v=Rizid7wXrEw&hd=1 i wiesz, że pomaga? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! ;) Ja tam nie ukrywam, że jestem głodomorkiem - póki jem zdrowo i rozważnie, mogę jeść!
      A piosenka idealnie odzwierciedla problem życia w biegu - dzięki ;)

      Usuń
  3. Kiedyś też tańczyłam, to był mój sposób na spędzanie wolnego czasu, uwielbiałam to, ale studia wyraźnie zabrały mi więcej czasu niż planowałam ;)
    To ciasto wygląda mega apetycznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei zaczęłam tańczyć na studiach, mimo że wybrany kierunek zupełnie mi na to nie pozwalał! Teraz to nie tylko przyjemność, ale też praca ;)
      A ciasto jest marchewkowe - o, tu jest przepis: http://stworkowoo.blogspot.com/2014/09/aromatyczne-ciasto-marchewkowe.html ;)

      Usuń
  4. hmm... widzę, że powinnam ardzo podobne zmiany wprowadzić w tym miesiącu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że taka zmiana, każdemu zabieganemu człowiekowi dobrze zrobi :)

      Usuń
  5. Pięknie to ujęłaś.
    Powodzenia !

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam to cudowne uczucie, kiedy tańcząc totalnie odpływasz i wtedy najlepiej wyraża się 'prawdziwe ja' :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mówi się, że im więcej masz na głowie, tym bardziej jesteś zorganizowana. Ja mogę Ci tylko pogratulować, że próbujesz wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z pierwszym zdaniem w 100% :) Tak naprawdę każdą wolną chwilę poświęcam na zrealizowanie tego co muszę, więc siłą rzeczy jestem dobrze zorganizowana :)

      Usuń

Archiwum bloga

Partnerzy

Jestem Fitbeactive.pl Durszlak.pl myTaste.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów JemyZdrowo.pl